Strona 1
Zwykły wpis

Ni rzemiosło, ni profesja. Część II

Artykuł ten jest kontynuacją poprzedniego wpisu pt. „Ni rzemiosło, ni profesja. Część I”.

Analitycy rzadko kiedy prowadzą akademickie dyskusje, gdyż sami siebie postrzegają jako praktyków, ludzi czynu. „Co za różnica – rzemiosło czy profesja” – powie część z nich – „Pracujemy zwykle w zhierarchizowanych strukturach służb czy cywilnych organów ścigania i wykrywania przestępczości. Wykonujemy polecenia i nie nasz to interes za kogo nas uważają”. A jednak różnica, pomiędzy postrzeganiem analityków danych za profesjonalistów czy rzemieślników, niesie wiele znaczących implikacji związanych z zarządzaniem personelem analitycznym. Zobaczmy.

Jak pisaliśmy wcześniej, rzemieślnicy nabywają wiedzy i doświadczenia przeważnie poprzez czynne praktykowanie zawodu. Z kolei profesjonaliści korzystają z dobrodziejstwa instytucji naukowych, systemowych praktyk zawodowych czy programów certyfikujących. Analityk danych z organów ścigania, stojący niejako „w rozkroku” pomiędzy jednymi a drugimi, jest zwykle – owszem – certyfikowany. Raz, na początku swojej kariery, kiedy to właściwie jeszcze nic nie umie. I ze świecą szukać takiego, który zadowolony jest z dalszego systemu szkolenia. Prawda jest taka, że mocodawcy analityków nie tylko nie wiedzą jak ich szkolić, ale czasem wręcz uważają, że nie ma takiej potrzeby. Bo przecież rzemieślnik nauczy się wszystkiego sam.

Podobnie rzecz ma się z kontrolą jakości. Zauważmy, że jakość czy też skuteczność analityka mierzona jest, jak to u rzemieślników, zasięgiem tzw. marketingu szeptanego. Niektórzy zlecający zwyczajnie wiedzą, że z danym analitykiem współpracuje się lepiej niż z innymi. Taki analityk polecany jest kolegom. Kompetentny analityk jest uważany za kompetentnego nie dlatego, że są na to dowody, lecz dlatego, że uważa się go za kompetentnego. Czy dobra opinia rzeczywiście przekłada się na „profesjonalizm” analityka? Naszym zdaniem nie. Pamiętajmy bowiem, że większość klientów niekoniecznie zainteresowana jest tym, jak analityk to robi, byleby to zrobił. Jeśli zleceniodawca jest zadowolony z pracy analityka, pomimo iż zleca mu wyłącznie proste, podstawowe i nie wymagające szczególnej wiedzy czy doświadczenia czynności, to wcale nie oznacza że analityk jest fachowcem. A jedynie to, że dobrze wykonuje proste czynności. Co by się stało, gdyby nagle musiał zmierzyć się z trudnymi? Czy utrzymałby wtedy swoją dobrą opinię?

Właśnie dlatego profesje wynalazły wielopoziomowe metody sprawdzania kompetencji grupy zawodowej, na różnych stopniach zaawansowania. Czy będą to kolejne certyfikaty, egzaminy czy pakiet koniecznych szkoleń bądź specjalizacji – samo ich posiadanie bądź udział, potwierdzony odpowiednią metodą sprawdzenia czego też zawodowiec zdołał się nauczyć, pozwala w pewnym stopniu powiedzieć: „Tak, ten człowiek ma odpowiednie przygotowanie do wykonywania takiej a nie innej pracy”. Dopiero to PLUS ów wyniesiony z rzemiosła marketing szeptany („Ten lekarz/prawnik jest lepszy niż tamten, bo…”), umożliwia w miarę racjonalną ocenę jednostkową. Dlatego też dopóki analiza danych nie dorobi się ram i kryteriów charakterystycznych dla kontroli jakości profesji, nie ma co liczyć na przemyślane i systemowe szkolenia, specjalizacje, ścieżkę rozwoju zawodowego oraz na to, że analityk o którym słyszeliśmy, że „dobry”, rzeczywiście dobry jest. Póki co nie możemy mieć co do tego żadnej pewności.

Znaczące różnice zauważymy też w sposobie długotrwałego akumulowania i dziedziczenia wiedzy analitycznej. Profesje mają to do siebie, że gromadzą wiedzę teoretyczną i praktyczną o zagadnieniu z różnych czasów. Zestawiają ją ze sobą, starając się wyłowić najlepsze i najbardziej skuteczne metody. Uczą swoich adeptów także tych technik, które uważane są za nieskuteczne po to, aby wiedzieli oni w przyszłości czego mają unikać. W końcu – przechowują tę wiedzę z pełną świadomością, że w przyszłości pojawią się nowicjusze, którzy też będą musieli z niej skorzystać.

Dla rzemieślników, wiedza historyczna nie ma przełomowego znaczenia. Liczą się umiejętności jednostkowe konkretnego praktyka, gdyż to na ich bazie powstaje dany produkt. Jak we wspomnianych w poprzedniej części średniowiecznych gildiach rzemieślniczych, z mentora na ucznia przekazywany jest tylko ogólny mechanizm działania a inicjatywa jakościowa leży w całości po stronie adepta.

Konsekwencje rzemieślniczego stosunku do wiedzy systemowej w analizie danych są, wbrew pozorom, katastrofalne dla tej dziedziny. Nikt właściwie nie wie, co przyszły analityk powinien umieć. Jakie zdolności są mu bardziej potrzebne a jakie miej. Z resztą odpowiedzcie sobie sami – czy ktoś kiedyś prosił was, abyście opisali swoje metody pracy? A wystarczyłoby, żeby – tak jak w przypadku profesji – nakłonić bądź przymusić analityków do podzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem na piśmie i dystrybuować tę wiedzę zarówno pośród nowicjuszy jak i starych wyjadaczy. Tymczasem analitycy danych każdego dnia wyważają otwarte dni, starając się opracować metody, które już dawno opracował ktoś inny, tylko nikt nie zadbał o to, aby mógł się tą wiedzą skutecznie i możliwie jak najszerzej podzielić.

* * *

Analitycy danych mają bardzo wiele do zaoferowania osobom podejmującym decyzje, ale niemożliwość odniesienia ich pracy do jakichkolwiek istniejących profesjonalnych standardów, blokuje ich usługi przed skonsumowaniem. Porażka w profesjonalizowaniu się analiz prowadzi do serii fatalnych w skutkach konsekwencji:

  • zarówno kompetencje jak i obowiązki służbowe poszczególnych analityków radykalnie się od siebie różnią,
  • rola analizy danych w podejmowaniu kluczowych decyzji jest marginalizowana, pomimo iż potencjał tej dziedziny wskazuje na wiele więcej,
  • osoby podejmujące decyzje na podstawie wyników pracy analityków danych nie ufają wnioskom zawartym w wywodzie analitycznym, gdyż nie ma oficjalnych standardów na podstawie którym mogliby ocenić ich prawidłowość. Analiza jest wciąż wynikiem indywidualnych, rzemieślniczych umiejętności analityka a nie ujętą systemowo dziedziną pracy, której celem jest dostarczenie wyjątkowych informacji,
  • osoby decyzyjne nie są pewne czy analityk funkcjonuje w ramach jakichkolwiek stabilnych norm etycznych, co przekłada się w praktyce choćby na ograniczanie dostępu analityka do kluczowych informacji,
  • każda instytucja używa swoich własnych standardów związanych z rekrutacją i rozwojem zawodowym analityków. Różnice w tych standardach, pomiędzy każdym właściwie organem w strukturach którego pracują analitycy danych, są tak wielkie, że „na rynku” istnieje kilkadziesiąt różnych definicji podstawowych analityka, które nijak do siebie nie przystają,
  • stąd i ogromne różnice pomiędzy samymi analitykami: niektórzy koncentrują się na przetwarzaniu informacji i poszukiwaniu wzorców w małych, nie niosących dużych konsekwencji, zagadnieniach; podczas gdy inni analitycy uczestniczą w zaawansowanych pracach koncepcyjnych osób decyzyjnych, dotyczących długofalowych skutków zdarzeń poddawanych analizie,
  • sytuacja analityka w każdej instytucji jest niestabilna. Brak silnie wyodrębnionego systemu pracy, założeń wyjściowych czy możliwości kumulowania wiedzy, sprawia, że przy dowolnej zmianie personalnej czy strukturalnej w instytucji, zmieniać się będzie także sytuacja analityka danych. Każdy, bardziej bądź mniej kompetentny, manager będzie zarządzał zespołem analitycznym inaczej i po swojemu, bo nie istnieje odgórnie narzucony standard, który mógłby być wskazówką jak to zrobić.

Nikt systemowo nie czuje się odpowiedzialny za analizę danych, tak jak nikt nie czuje się systemowo odpowiedzialny za stolarzy czy cukierników. A jednak – o ile nieprawidłowo wypieczone ciasto może stać się przyczyną bólu brzucha, a stół o jednej krótszej nóżce będzie się kołysał – praca analityków może być podstawą do podejmowania krytycznych decyzji, jak na przykład tej o reakcji na rzekomą iracką broń masowego rażenia. Jeżeli więc dziś, przy udziale praktyków zawodu nie rozpoczniemy poważnych akademickich dyskusji o stopniowym profesjonalizowaniu zawodu analityka, jeśli nie opracujemy standardów rekrutacji, jednolitego systemu szkoleń i programu rozwoju zawodowego, kodu etyki czy systemu kontroli i rozliczania analiz i jeżeli nie zastosujemy ich odgórnie we wszystkich instytucjach i organach ścigania, nie mamy żadnych szans na czerpanie długofalowych profitów z tej nowoczesnej i skutecznej metody pracy.

Prawda jest taka, że już dziś w polskich środowiskach analitycznych podnoszą się głosy o całkowitym skorodowaniu idei, która przyświecała niegdyś implementacji analiz na polu walki z przestępczością. Bo żadna dziedzina, nie potraktowana wystarczająco poważnie, zawieszona w próżni pół-rzemiosła i pół-profesji bez wsparcia autorytetów i rozsądnych decydentów, nie przetrwa wyłącznie siłą rozpędu, wytrącanego latami przez brak jakichkolwiek standardów i nieposiadających wystarczających kompetencji zarządców, którzy mogliby je ustanowić. I jeśli to się nie zmieni niedługo obudzimy się z ręką w nocniku i przyznamy, że przez zaniechanie i zaniedbanie właściwie nic już z analiz nie zostało.

ŹRÓDŁO: Psychology of Intelligence Analysis, Intelligence Analysis: Turning a Craft into a Profession, Daczego Amerykanie nie znaleźli w Iraku broni masowego rażenia

Zwykły wpis

Ni rzemiosło, ni profesja. Część I

profesjaDick Heuer to spec od analizy i były oficer CIA, który w służbie spędził 45 lat. W 1999 roku Center for the Study of Intelligence opublikowało jedną z jego książek, która dziś wyznacza kurs dla wielu praktykujących analityków. W „Psychology of Intelligence Analysis”, bo taki nosi tytuł, Heuer sugeruje, aby uprościć nieco sposób, w jaki o analizie mówimy tym, którzy nie mają o niej pojęcia. „Możemy opowiedzieć o analizie poprzez analogię do diagnostyki medycznej” – podpowiada. I ma rację. Praca analityczna wymaga podobnej kombinacji wiedzy specjalistycznej i doświadczenia praktycznego. W obu branżach mamy do czynienia ze studium przypadku, w którym podstawowe narzędzia pracy to obserwacja, hipoteza, eksperyment czy konkluzja. I tu i tu zachodzi proces zestawiania ze sobą informacji o symptomach, w celu zrozumienia całego zjawiska. Rezultaty diagnozy medycznej czy analizy, mogą być podstawą decyzji o wielkiej wadze: w jednym przypadku chodzi o zdrowie czy życie; w drugiej o dobrobyt czy bezpieczeństwo publiczne. Obie dziedziny korzystają ze wsparcia narzędzi: technologii i oprogramowania, ale w żadnej z nich środki te – pozbawione czynnika ludzkiego, to jest lekarza czy analityka – same sobie nie poradzą. Do osiągnięcia maksymalnej skuteczności, obie potrzebują krytycznego myślenia, chłodnego spojrzenia z zewnątrz i sporej dozy doświadczenia zawodowego. Trafna analogia!

Medycyna jest dziedziną empiryczną, która wymaga zarówno specjalistycznego naukowego przygotowania, biegłości manualnej jak i wiedzy praktycznej, nabywanej na różnego rodzaju stażach zawodowych. Znaczną część wiedzy medycznej można zdobyć tylko samodzielnie, bądź uzyskać wyłącznie z mentora na ucznia. To właśnie wieloaspektowość źródeł wiedzy sprawia, że czasem nazywa się ją nawet „sztuką” lekarską, co znalazło swoje odbicie w żargonie prawniczym i słynnych „błędach w sztuce lekarskiej”, pomimo iż nie ma ona nic wspólnego z zastępem tańczących antycznych muz. Wszystko to dlatego, że medycyna posiada zarówno cechy rzemiosła – to jest zestawu rozwiniętych, opartych na używaniu narzędzi, biegłości manualnych; jak i cechy charakterystyczne dla profesji – z wiedzą specjalistyczną, misją i doświadczeniem zawodowym na czele.

Mimo tego nikt chyba nie ma wątpliwości, co do tego, że medycyna to pełnowymiarowa profesja. Dlaczego zatem takie obiekcje pojawiają się przy, tak podobnej pod wieloma względami, analizie danych? Pomyślmy.

W dzisiejszych czasach, kiedy wiele zawodów opiera się na różnego rodzaju wiedzy specjalistycznej lub przygotowaniu akademickim, odróżnienie rzemiosła od profesji umożliwia częściej obserwacja, czy dana dziedzina została w jakikolwiek sposób usankcjonowana na poziomie formalnym. Niektóre branże, jak prawo czy medycyna właśnie, wypracowały sobie pewne praktyki, których ze świecą szukać w innych zawodach. Będą to, na przykład: określone minimum wykształcenia kierunkowego, spójny proces rekrutacji oparty na jednolitych testach zawodowych czy wyrazista ścieżka kariery. I inne, mniej oczywiste zjawiska, jak choćby istnienie specjalistycznej literatury i prasy, pozwalającej na długotrwałą kumulację informacji o dobrych i złych praktykach; zestawu kompetencji, które musi spełniać każdy przedstawiciel profesji; kodu etycznego, stowarzyszeń zawodowych czy systemów certyfikacji.

Analiza danych, czy to w wymiarze strategicznym czy kryminalnym, od chwili narodzin uprawiana była jak rzemiosło, pomimo iż zawsze wymagała nieco wiedzy specjalnej, charakterystycznej raczej dla profesji. Ma to swoje uwarunkowania historyczne: analityków zawsze było niewielu, a ich rozwój dokonywał się jakby ad hoc, przy okazji wykonywania różnorakich zadań a nie w wyniku zaplanowanej ścieżki zawodowej. Dopiero w okresie Zimnej Wojny, analiza danych nabrała nieco cech profesji. To wtedy opublikowano pierwsze opracowania naukowe, Sherman Kent, uważany za ojca analizy w wywiadzie, zdefiniował podstawowy i aktualny do dzisiaj kodeks pracy analityka, w różnych instytucjach zachodnich wyodrębniono osobne zespoły do zadań analitycznych i powstały pierwsze ośrodki szkolenia. Pod koniec tego okresu na świat przyszły pierwsze stowarzyszenia, z których część nawet o zasięgu międzynarodowym.

Analiza danych zaczęła się profesjonalizować, ale udało się tylko do połowy. Przypominała bardziej średniowieczne gildie rzemieślnicze, w których wiedza wprawdzie skapywała z mentorów na uczniów, ale zabrakło w niej systemowych rozwiązań, które popchnęłyby pracujących w izolacji analityków na głębokie wody. Nie była już tylko rzemiosłem, ale jeszcze nie stała się autonomiczną profesją. Bez doktryny i obudowy teoretycznej, bez autonomii, standardów, systemu kontroli jakości. Bez katalogu wiedzy i siły przebicia, pozwalającej na przenoszenie się wirusa dobrych praktyk z jednej instytucji na drugą i dalej – na całą pracę analityczną.

I tak też zostało do dziś… Cdn.

Na część II artykułu „Ni rzemiosło, ni profesja”, o podtytule „Konkluzje i rekomendacje”, zapraszamy już w przyszły poniedziałek.

ŹRÓDŁO: Psychology of Intelligence Analysis, Intelligence Analysis: Turning a Craft into a Profession

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Lekcja anatomii doktora Tulpa@Wikipedia

Zwykły wpis

Analiza na sztukę czy sztuka analityczna?

sztuka analitycznaCzy ilość wykonanych analiz, zdaniem wielu instytucji jedyne policzalne kryterium pozwalające na kontrolę struktur analitycznych, może być miarą skuteczności analityków kryminalnych? Oczywiście, że tak, bo jak inaczej ocenić pracę analityczną, skoro marnotrawieniem sił i czasu byłoby dublowanie czynności analitycznych w celu sprawdzenia wynikających z nich wniosków końcowych. A jednak – liczenie analiz, oprócz tego, że umożliwia pochwalenie się osiągnięciami, pozwala na coś jeszcze. Na przewrotną diagnozę stanu analizy kryminalnej w danej instytucji. Bo jeśli liczymy analitykowi ilość wykonanych analiz i jeszcze cieszymy się z tego, że słupki rosną, może to niestety oznaczać, że w naszej instytucji pod tym względem nie dzieje się najlepiej. Dlaczego?

A dlatego, że ilość zleceń wykonanych przez nabierającego doświadczenia analityka, pracującego w rozwijającej się i ewoluującej w dobrym kierunku instytucji, powinna stopniowo maleć.

Krótkie, doraźne analizy kryminalne, których podstawą jest materiał zaledwie z jednego czy dwóch źródeł to domena początkujących analityków. Dzięki nim analitycy poznają i oswajają się z różnymi rodzajami danych i opracowują swoje własne metody pracy. Takie analizy obliczone są na szybki i krótkotrwały efekt. Zapewniają różnorodność, zapobiegają przytłoczeniu zbyt dużą ilością informacji i pozwalają poznać środowisko zleceniodawców, co jest kluczową sprawą na późniejszych etapach kariery. I odwrotnie – zleceniodawcy badają w ten sposób przydatność, zaangażowanie analityka i oceniają, czy warto wejść z nim w długotrwałą współpracę przy trudniejszych zagadnieniach. Tak właśnie początkujący analityk zdobywa stałych klientów, oswaja się z systemem pracy analitycznej, poznaje procedury i opracowuje swoje własne rozwiązania sytuacji nieskodyfikowanych przez instytucję.

Ale to przecież dopiero początek, który służy zdobyciu doświadczenia, obycia i pewności siebie i który skutkować powinien stopniowym napływem trudniejszych zleceń. Analiz „na poważnie”, zgodnych z założeniami tej metody śledczej, rozbudowanych i opartych o dziesiątki źródeł danych. Wykonywanych tygodniami, miesiącami a nawet latami. Wymagających dużego wysiłku intelektualnego, umiejętnego wykorzystania specjalistycznych narzędzi i wachlarza technik, poznanych punktowo w pierwszych latach pracy, i które nawet najtrudniejsze, najbardziej rozległe zagadnienia są w stanie poskładać w jedną spójną całość.

Nie po to analizę „wynaleziono”, aby zapewnić incydentalną obsługę drobnych, nierozwojowych wyzwań, na które po prostu nie mają czasu inne segmenty instytucji. Im więcej doraźnych i mało skomplikowanych analiz wykonywanych jest przez doświadczonych analityków, tym mniej tych trudnych, wielowątkowych i rozbudowanych. I tym dalej od podstawowych założeń sztuki analitycznej i długofalowych profitów, jakie sztuka analityczna przynosi. Profitów dla instytucji a nie dla analityka, który jest jedynie narzędziem w machnie obliczonej na systemowe zwalczanie zagrożeń o największej wadze dla społeczeństwa.

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Mark Lombardi

Cytat

Cyfra nie kłamie. O analizie bilingów telefonicznych

„Mam taką dewizę – ‚Cyfra nie kłamie’. Nie przekupi się jej, nie zastraszy, nie jest interesowna, nie zasłoni się brakiem pamięci czy chorobą psychiczną. Trzeba ją tylko chcieć zrozumieć.”

bilingów– mówi anonimowy emerytowany policjant, który udzielił Dziennikowi Internautów wywiadu o analizie danych telekomunikacyjnych –Zarówno prokuratorzy, jak i sędziowie traktują materiały oparte na danych pochodzących od operatorów jedynie, jako poszlaki (przynajmniej ja nie znam, nie słyszałem o sprawach, które generalnie opierają się tylko o analizy danych telekomunikacyjnych). Najchętniej widzą materiał dowodowy w postaci zeznań świadków, dokumentów, wyników ekspertyz biologicznych, mechanoskopijnych, balistycznych itp. – to co znają od lat i rozumieją.

Ponadto sytuacja taka wynika ze stanowiska operatorów, które prezentowali przed sądami oraz w oficjalnej korespondencji, kierowanej do uprawnionych jednostek Policji . Podkreślają iż nie przypisują sobie prawa do oceny dowodów, która należy do sądów, a jedynie oceniają na sali sądowej techniczną wartość informacji. Akcentują to w opinii, że na obecnym etapie rozwoju techniki telekomunikacyjnej dane lokalizacyjne są w wysokim stopniu niewiarygodne.

Są prokuratorzy potrafiący skorzystać z materiałów uzyskanych od operatorów telekomunikacyjnych, lecz jest to niewielka grupa. Kilka lat temu tłumaczyłem sędziemu, że karta pre-paid nie zapewnia anonimowości, że mimo iż nie jest zarejestrowana można ustalić jej użytkownika – był lekko zaskoczony. W innej sprawie tłumaczyłem zawiłości związane z logowaniami telefonów komórkowych, konstrukcją anten kierunkowych i kilkoma innymi aspektami technicznymi. Po godzinie moich wyjaśnień wszyscy na sali rozumieli o co chodzi, ławnicy ironicznie się uśmiechali, a sędzia nie rozumiał. Skrajnym przypadkiem takich zachowań było działanie prokuratora, który co prawda skorzystał z ustaleń dokonanych w oparciu o analizy bilingów wykonane przez policję tj. skład grupy przestępczej, role członków w grupie, ustalenie świadków, jednak doszedł do wniosku, że wystarczą mu wyjaśnienia podejrzanych. Nie zamówił potrzebnych bilingów u operatora ani nie wystąpił do policji o udostępnienie materiałów pozyskanych na podstawie art. 20c Ustawy o Policji (do sprawy zamawiano ogromną ilość danych).

Bywało często, że odpowiedź od operatora zawierała np. kilka bilingów w jednym pliku, a po analizie okazywało się, że nie wszystkie były przydatne w sprawie. Dlatego konieczne było ponowne zamówienie danych ale już tylko tych wyselekcjonowanych). W efekcie prokurator zamieścił w sprawie analizę bez materiału źródłowego, a oskarżeni wycofali się ze złożonych wcześniej wyjaśnień. Na sali sądowej spędziłem wówczas 7 godzin. Gdy okazało się, że nie ma materiału źródłowego obrońcy oskarżonych wyczuli okazję. Chcieli powołać niezależnych biegłych, którzy zweryfikowaliby moją analizę. Zarówno sędzia jak i obrońcy byli zaskoczeni, że jest to nie możliwe, bo policja zgodnie z przepisami zniszczyła materiały od operatorów telefonii komórkowych sprawa trafiła do sądu po trzech latach czyli przekroczono ówczesny 24 miesięczny okres retencji danych telekomunikacyjnych. W ten sposób prokurator pozwolił obronie na wystąpienie do sądu o odrzucenie materiału zawartego w analizie. Na szczęście to co zrobiłem pozwoliło uzyskać inne dowody a i prowadzący sędzia był mądry. Zapadły wyroki skazujące.

Tak więc dane telekomunikacyjne są doskonałym narzędziem, w działaniach operacyjnych Policji. Zgromadzona w oparciu o analizy wiedza pozwala znaleźć inne źródła dowodowe powszechnie akceptowane przez prokuratury i sądy. Do tego zwykle się dąży, aby nie utracić efektów pracy. Niestety bywa, że efekty wielu godzin pracy policjantów idą do kosza. Po prostu w każdej sprawie przychodzi taki moment, że aby ją zakończyć potrzeba prokuratorskiej decyzji. Zwykle jest to nakaz zatrzymania, przeszukania niekiedy powołanie biegłego. – Ale ja tu nie widzę podstaw. To zbyt mało. Na podstawie czego pan tak sądzi. Tak to wygląda w realu. (…)

Policjantom nie zawsze chce się uczyć. Mogą mieć nawet problem z otworzeniem pliku *.csv albo *.ack. Niekiedy mówiłem „chodź na chwilę ja ci pokaże jak to zrobić, to proste”. Odpowiedź: nieee, może innym razem, ty zrobisz to szybciej.

No dobrze ale ktoś mógłby powiedzieć przecież są wydziały zajmujące się analizą zatrudniające analityków oni to zrobią. Tak! Oczywiście! Ale materiał do analizy musi zgromadzić policjant prowadzący sprawę. Tu zaczynają się „schody”. Policjanci generalnie nie lubią pisać, a zlecenie zadania dla analityków to duuużo pisania.(…)

Komendant decyduje o włączeniu analityka do grupy pracującej nad nową sprawą lub akceptuje wniosek o wsparcie analityczne od naczelnika wydziału prowadzącego sprawę operacyjną lub procesową. Zwykle w przypadku sprawy procesowej analityk porządkuje materiały związane z ustaleniami telekomunikacyjnymi zgromadzone w toku prowadzonego postępowania i opisuje to z zachowaniem właściwej terminologii. Przed sądem występuje w charakterze biegłego. W przypadku sprawy operacyjnej analityk pomaga znaleźć potrzebne informacje zawarte w danych telekomunikacyjnych. Policjant prowadzący sprawę opracowuje wniosek o wsparcie analityka, przekazuje wszystkie niezbędne dane/okoliczności sprawy i materiały uzyskane od operatorów. Podaje też jakich informacji poszukuje. Bywa, że gdy do spełnienia celu analizy niezbędne są dodatkowe dane (np. dane abonentów) analityk we własnym zakresie pozyskuje takie dane od operatorów.

Po prostu jeden nie wie jak i o co pytać, a drugi zachowuje się, jak urzędas zamiast pomóc „klientowi” odsyła go z kwitkiem. Wiem, że założenia dotyczące pracy analityków były piękne ale tylko w teorii. Niestety ale patologia statystyki tam też się objawiła mając zły wpływ na efektywność pracy analityków. Nie wiem, jak to wygląda na dzień dzisiejszy, ale nie przypuszczam, aby dużo zmieniło się na lepsze.”

ŹRÓDŁO: Inwigilacja i billingi. Jak to jest od strony policjanta?

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Acsys

 

 

Zwykły wpis

„Jesteś chorobą a ja jestem lekarstwem”

„Jesteś chorobą a ja jestem lekarstwem” – rzekł Sly Stallone do uzbrojonego w nóż bandyty w filmie „Kobra” z 1986 r., pewnie nawet nie zdając sobie sprawy z tego jak profetyczne są jego słowa. Minęły lata a organy ścigania zaczęły postrzegać przestępczość jak chorobę, zaprzęgając do jej zwalczania dokładnie te same, oparte na wiedzy i informacji, techniki co naukowcy próbujący zrozumieć jak choroby i epidemie roznoszą się wśród ludzi.

Epidemiolodzy od lat używają danych masowych do przewidywania gdzie i jak rozprzestrzeni się choroba. Kiedyś gromadzono je w formie żmudnie wypełnianych ankiet, od pewnego czasu kolekcjonuje się je także w formie cyfrowej. Są nawet specjalne aplikacje i strony internetowe do zgłaszania incydentów zdrowotnych.

Strategia oparta na Big Data przydaje się także organom ścigania. We wczesnych latach 80-tych niektóre agencje współpracowały z epidemiologami, aby lepiej zrozumieć przyczyny rozprzestrzeniania się przemocy. Dziś na całym niemal świecie analizuje się dane o przestępczości i tym samym przewiduje obszary, na których mogą wystąpić przestępstwa różnego typu.

W nowojorskiej policji dokonała się wielka zmiana: od wpinania pinezek w papierowe plany miast po nakładanie markerów na elektroniczne mapy wysokiej jakości, dzięki czemu łatwiej i szybciej można dostrzec interesujące policjantów mechanizmy i wzorce. Systemy do pracy z danymi pojawiły się tam w połowie lat 90-tych i są używane do dzisiaj. Dzięki zdigitalizowanym danym statystycznym, zawierającym szczegółową informację o lokalizacji i typie przestępstwa, programy pomagają policji rozpoznawać najbardziej problematyczne obszary z dużą precyzją. W Los Angeles podobny system nakłada na mapę kolorowe kwadraty, dzięki którym łatwiej przewidzieć gdzie mogą zostać popełnione przestępstwa danego rodzaju. Kwadraty przemieszczają się, gdyż system na bieżąco zasilany jest nowymi informacjami. Testy tego policyjnego systemu pokazują, że przewiduje on przestępstwa dwukrotnie lepiej niż inne metody.

Są też systemy które używają czujników do wykrywania strzelanin. Nie tylko informują one o tym policję, ale też potrafią zarejestrować całe zdarzenie do późniejszej analizy. Monitoring mediów społecznościowych ułatwia rozpoznawanie konstelacji struktur gangsterskich, przyglądanie się potędze meksykańskich karteli narkotykowych i lokalizowanie szlaków przerzutowych i przygranicznych baz.

Kiedy Stallone zagrał w „Kobrze”, komputery PC były jeszcze młode a przechowywanie danych było bardzo kosztowne. Dziś te same megabajty są niezwykle tanie, więc wiele agencji zwalczających przestępczość zaczyna koncentrować na danych masowych swoją uwagę. Wiedzą, że mogą się z nich wiele nauczyć, zupełnie jak diagności i epidemiolodzy o rozprzestrzeniających się chorobach.

ŹRÓDŁO: Arming Cops With Big Data To Predict And Prevent Crime

* Niniejszy artykuł nie jest tłumaczeniem, lecz swobodnym omówieniem treści zawartych w publikacji źródłowej.

Film

Analityk po ciemnej stronie mocy

W kwietniu 2003 r. Jeffrey Fudge, analityk kryminalny z 15-letnim stażem w FBI, został zatrzymany w swoim biurze pod zarzutami przekazywania informacji służbowych osobom nieuprawnionym oraz składania fałszywych zeznań. Fudge pracował w FBI od 1988 r. i zajmował się głównie wspieraniem śledztw kryminalnych, analizą połączeń telefonicznych oraz pozyskiwaniem informacji z baz danych. W toku śledztwa ustalono, że Fudge już w 1997 r. zaczął używać swoich uprawnień niezgodnie z przeznaczeniem. Wiedzę zdobytą przez śledczych oraz pochodzącą z baz danych przekazywał swojej rodzinie i przyjaciołom. Sprawdzał też, czy w FBI prowadzone są śledztwa przeciwko lokalnym prominentom. W maju 2004 r. uznano go winnym poszukiwania w bazach FBI informacji o swoim bracie, wobec którego toczyło się śledztwo o oszustwo. Fudge przyznał, że takich sprawdzeń dokonywał dla brata przez prawie 7 lat. Chociaż groziło mu nawet 50 lat więzienia, skazano go na dwa lata w zawieszeniu i grzywnę.

Cytat

Jak trwoga to do… analityka?

analityka„Przybywa skomplikowanych oszustw gospodarczych, których sprawcy dokonują setek przelewów skradzionej gotówki i angażują łańcuszki firm, by utrudnić wykrycie przestępstw. (…) Dlatego Andrzej Seremet chce, by mocniej wsparli ich asystenci i analitycy kryminalni. (…)

W maju, jeszcze przed wejściem w życie nowelizacji Kodeksu Postępowania Karnego, na łamach Rzeczpospolitej ukazał się artykuł uchylający rąbka tajemnicy o pracy analityka kryminalnego w prokuraturze. Wszystko to w związku ze stosunkowo niewielką liczbą analityków i asystentów oraz z prośbą o zastrzyk finansowy (o czym już wspominaliśmy), skierowaną w tej sprawie przez Prokuratora Generalnego do Ministerstwa Finansów:

„Dzisiaj zarówno asystentów, jak i analityków jest jak na lekarstwo – łącznie 375 na ponad 6,4 tys. śledczych. Z tego asystentów jest 253, a analityków – 122. Z prostego rachunku wynika, że jeden asystent przypada na 25 prokuratorów i tylko jeden analityk kryminalny na 53 śledczych. Tymczasem sami prokuratorzy przyznają, że przy wielowątkowych śledztwach ich pomoc jest nieoceniona. W każdej z największych prokuratur apelacyjnych: w Warszawie i w Katowicach, gdzie toczą się najpoważniejsze śledztwa, jest jeden analityk. (…)

Są wręcz rozchwytywani. Nic dziwnego, dzięki ich wsparciu prokuratorzy z sukcesem skończyli wiele głośnych śledztw, np. dotyczące korupcji w piłce nożnej.

– Analitycy są potrzebni głównie w skomplikowanych sprawach gospodarczych, korupcji i przestępczości zorganizowanej – mówi Martyniuk.

Tomasz Tadla z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach podaje, że po opinię analityków kryminalnych sięgał w śledztwach dotyczących prania brudnych pieniędzy i wyłudzeń VAT w obrocie złomem, gdzie trzeba było ustalić przepływy między firmami a osobami działającymi w zorganizowanej przestępczości.

– Analityk badał także przepływy finansowe na rachunkach osób fizycznych i spółek rozsianych w różnych krajach, w tym w Szwajcarii, w sprawie lobbysty Marka D. – mówi prok. Tadla. Dzięki temu śledczy wiedzieli, kiedy i kto jakie sumy wpłacał, w jakich walutach, kto był odbiorcą. To pomogło w oskarżeniu D. o przywłaszczenie 20 mln dolarów na szkodę szwajcarskiej spółki.

W sprawie infoafery zaangażowano doświadczonego analityka, wcześniej zatrudnionego w Straży Granicznej. Badał przepływy na kontach podejrzanych, ale nie tylko. Jak tłumaczy prok. Michalski, dokonywał też analizy czysto kryminalnej. Np. z morza dowodów pomagał wybrać te pasujące do poszczególnych wątków sprawy. Gdy jest pół tysiąca świadków, jest to bardzo przydatne.”

ŹRÓDŁO: Śledczy wołają o wsparcie

Cytat

„W moim wydziale pracują najlepsi”

naczelnikWspółautorka książki „Operacyjna analiza kryminalna w służbach policyjnych” i zarazem naczelnik Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie Joanna Kamińska, udzieliła wywiadu, w której znalazło się wiele miejsca dla analizy kryminalnej. Jeśli chcesz poznać szczegóły szkoleń analitycznych bądź ciekaw jesteś, jaką drogę musi przejść funkcjonariusz policji aby móc pracować jako analityk, oto artykuł dla Ciebie:

„Młoda policjantka, oprócz sekretarki, była w wydziale jedyną kobietą. Początkowo myślała, że długo tam nie zabawi. Jednak zawodowe życie zatrzymało ją tam na 8 lat. Tutaj także pojawiła się szansa na poznanie nowej dziedziny – analizy kryminalnej. Joanna Kamińska przeszła specjalne testy psychologiczne, a następnie brała udział w kursach prowadzonych przez ekspertów z Unii Europejskiej. Jak wspomina Joanna Kamińska:

Na tych kursach z kartką i ołówkiem uczono nas wypracowania ścieżki rozwiązania sprawy, analitycznego myślenia, wyłuskiwania tego, co najistotniejsze. Potem uczyliśmy się pracy w konkretnych programach komputerowych.

Maszyna i jej możliwości to jedno, ale to człowiek musi zadać pytanie. Tylko połowa uczestników zakończyła pomyślnie kurs. Im dłużej byłam w tym środowisku, tym bardziej odkrywała się pasja. Jak sprawa wychodzi, to chce się jeszcze więcej. Trudności stymulują do poszukiwań nowych rozwiązań. Czasem zakładamy rzeczy nieprawdopodobne, które zadziałają. Praca analityka kryminalna jest rozwojowa, stymulująca, poszerza horyzonty. Nie pamiętam, aby zdarzyło się, żebyśmy wytypowali złą osobę. Tu nie ma żadnego wróżenia, to logika.

W moim wydziale pracują najlepsi. Ścieżka doboru do pracy analityka kryminalnego jest dość wyboista.

Zanim kandydat przystąpi do testów psychologicznych musi mieć 3-letnią praktykę w pracy dochodzeniowo-śledczej lub operacyjnej. Po psychologu, obsługa systemów komputerowych, rozmowa w KGP, czterotygodniowy kurs i kiedy już mam takiego adepta w wydziale, przez pół roku pracuje on biurko w biurko z jednym z doświadczonych analityków.

Pod jego okiem uczy się, ma możliwość korygować błędy. Ci, którzy tu pracują to najlepsi z najlepszych, specjaliści i silne osobowości.

Analitycy z KWP w Olsztynie rocznie prowadzą około 120 spraw. Najczęściej są to oszustwa, sprawy narkotykowe, poważne rozboje, nękania. Dużą część pracy wydziału stanowi współpraca międzynarodowa.”

ŹRÓDŁO I ŹRÓDŁO OBRAZKA: Policja Warmińsko-Mazurska

Cytat

Jak analizowano za PRL

W serwisie Niebezpiecznik.pl pojawił się artykuł byłego kapitana Departamentu III Służby Bezpieczeństwa, o tym jak podsłuchiwano i analizowano za PRL. Zapraszamy do przeczytania całego tekstu, tymczasem poniżej niewielki fragment, dla mniej zainteresowanych:

„Pewnego razu prowadziłem sprawę takiego jednego figuranta (czyli opozycjonistę, którego miałem na oku). Nie bardzo miałem wokół niego agentów, więc kazałem mu założyć podsłuch telefoniczny. Technikowi, który zajmował się fizyczną stroną zagadnienia wytłumaczyłem mniej więcej, które połączenia mogą być interesujące, a które nie. Z resztą technik sam był doświadczony i wiedział co i jak. Po paru dniach dostałem więc odpowiednie taśmy i spis wszystkich połączeń figuranta.

Choć czytelnicy mogą sądzić, że na wzór hollywoodzkich bohaterów rzuciłem się natychmiast na taśmy, w rzeczywistości zapaliłem papierosa i zacząłem przeglądać zapisy połączeń, dziś nazywane bilingami. (…)

Więc gdy słyszą Państwo, że USA zbierają “tylko” metadane, proszę nie dać się uspokoić. To właśnie one są najważniejsze. Ale żeby były użyteczne, konieczna jest umiejętność inteligentnej analizy tych danych.”

ŹRÓDŁO: Niebezpiecznik.pl

Zwykły wpis

Jak być lepszym sceptykiem?

Adepci tej sztuki uczeni są tego, w jaki sposób rozumieć to co wiedzą oraz – co ważniejsze – to czego nie wiedzą. Dostrzegania różnicy pomiędzy posiadaniem wiedzy a jej interpretowaniem i wyciąganiem z niej wniosków. Przenosząc to na nasze poletko: co z tego, że funkcjonariusze przynieśli nową wiedzę? Co z tego, że świadek koronny zdradził kilka tajemnic? Co z tego, że uzyskaliśmy doskonałe informacje, jeśli nie będziemy umieli określić ich wiarygodności, odsiać „śmieci” a reszty poprawnie zinterpretować i użyć? I kto właściwie jest winien temu, że zazwyczaj nie umiemy?

Czy zauważyliście, że w naszej strefie kulturowej sceptycyzm jest, jeśli nie potępiany, to po prostu przemilczany? Wychowuje się nas w duchu zaufania do danych pochodzących z otoczenia, jednocześnie odbierając nam jedyną skuteczną broń przeciwko nieprawdziwym informacjom. Krytycyzm nazywa się negacją, sceptycyzm – podejrzliwością. I jedno i drugie uważa się za przejaw ekscentryzmu i nierzadko traktuje pobłażliwie. Bo w naszym świecie dobrze jest być otwartym entuzjastą któremu się „chce”, a nie kimś kto wciąż coś kwestionuje i zadaje pytania. Takich ludzi uważa się za pasywnych i pozbawionych energii. Ludzi, którzy nie tylko nie są motorem postępu a czasami wręcz go hamują. Dlaczego?

Większość z nas jest nadwrażliwa na krytykę i tylko w wyjątkowych przypadkach udaje nam się schować nasze „ego”. Trudno jest nam zaakceptować, że ktoś poddaje pod wątpliwość efekty naszej ciężkiej pracy. I jeszcze dostarcza na to dowodów! Dlatego czasem, w wypaczonym poczuciu odpowiedzialności za nią, chronimy ją przed oczami sceptyka – tak profilaktycznie. Na wypadek, gdyby miał dojść do zupełnie innych wniosków niż my albo zadać niewygodne pytania.

Sceptyka łatwo jest ubezwłasnowolnić. Wystarczy go używać niezgodnie z jego przeznaczeniem. Zlecać mu zadania, które nie wymagają od niego samodzielnego myślenia. Dać mu narzędzia do pracy z informacją, ale nie dać mu informacji. Nałożyć na niego tyle obowiązków, aby czuł ulgę, że nie musi w nic wnikać. Wkrótce sam przestanie być sceptykiem, bo zatraci umiejętność kwestionowania rzeczywistości. Na szczęście celowe działanie tego typu zdarza się rzadko.

Najczęściej zwyczajnie nie wiemy co ze sceptykiem zrobić. Tyle lat nas uczono, że mamy być proaktywni, inicjatywni, mamy rozwiązywać problemy. Najzwyczajniej w świecie zapomnieliśmy, że aby je rozwiązać musimy je najpierw dostrzec. I to nie tylko te oczywiste, z pierwszego rzędu. Dlatego nie rozumiemy po co nam w zespole ten sceptyk i używamy go tak, jak nam się wydaje że jest dobrze. Czyli źle. Za pomocą sceptyka realizujemy naszą cywilizacyjną manię posiadania informacji, uważając go za receptę na ich przeładowanie. A potem, kiedy on w panice próbuje je uporządkować, dziwimy się, że sceptyk nie działa i zastanawiamy, czy w ogóle jest nam potrzebny.

Jak więc w takich warunkach być lepszym sceptykiem? Po pierwsze zdać sobie w końcu sprawę z tego jaka naprawdę jest nasza rola. I po drugie – zaproponować swoje standardy tym, którzy tych standardów nie znają. A tych, którzy nie chcą ich zaakceptować zostawić samym sobie i pozwolić im nie widzieć swoich własnych błędów. Jak się na nich potkną – przyjdą po pomoc.

Czy wiecie, że CIA ma własne określenie na sceptycyzm? Nazywa go intelligence analysis. Co ma piernik do wiatraka? Analityku, możesz odetchnąć, bo ty już na pewno wiesz.

ŹRÓDŁO INSPIRACJI: How to Be a Better Skeptic This Year, According to the CIA and Socrates