Strona 1
Zwykły wpis

Psychologia & Przestępczość – granice i pogranicza

przestępczośćPsychologia & Przestępczość – granice i pogranicza to konferencja Studenckiego Koła Psychologii Sądowej, działającego przy Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Wśród gości pojawią się m.in. dr Wojciech Glac z Pracowni Neurobiologii Katedry Fizjologii Zwierząt i Człowieka Uniwersytetu Gdańskiego, dr n. med. Andrzej Depko – neurolog i seksuolog, prof. UW dr hab. Piotr Girdwoyń i dr psychologii Małgorzata Toeplitz-Winiewska.

Wykłady, które odbędą się w dniu 25 lutego w budynku Wydziału Psychologii UW w Warszawie, dotyczyć będą opinii psychologicznym w różnych systemach prawnych, motywom działania sprawców przestępstw seksualnych, samobójstwom kombinowanym i wiktymologii.

Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny. Więcej informacji na Facebooku.

ŹRÓDŁO i ŹRÓDŁO OBRAZKA: Psychologia & Przestępczość – granice i pogranicza

crimcon
Zwykły wpis

CrimCon 2017

crimconNadchodzi kolejna edycja konferencji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i Polskiej Platformy Bezpieczeństwa Wewnętrznego CrimCon 2017. W programie warsztaty i prezentacje, podczas których zaprezentowane zostanie polskie oprogramowanie dla analityków kryminalnych, w tym:

  • WebAlert – do przeszukiwania otwartych źródeł internetowych,
  • FSK2 – do przeszukiwania zasobów dyskowych,
  • LINK – do analizy i wizualizacji połączeń telefonicznych,
  • IMEX – do importu danych nie posiadających wyraźnej struktury tabelarycznej,
  • LINK Money – do analizy danych finansowych.

Konferencja odbędzie się w dniach 21-23 lutego w Krakowie. Więcej informacji na stronie CrimCon 2017.

ŹRÓDŁO i ŹRÓDŁO OBRAZKA: CrimCon 2017

Cytat

Zbrodnia 29 lat później

„30 maja minie równo 29 lat od zabójstwa 70-letniej Jadwigi S., którego dokonano w jednym z mieszkań przy ul. Długiej w Gdańsku. Po latach analitycy kryminalni z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku wznowili śledztwo i współpracując z policjantami z tzw. Archiwum X, wytypowali sprawcę. W poniedziałek zatrzymano 64-letniego Tadeusza W. Przedstawiono mu zarzut zabójstwa. Śledczy nie mają wątpliwości, że 64-letni dziś Tadeusz W. niemal trzy dekady temu chwycił za tłuczek i brutalnie pozbawił życia starszą kobietę. (…)

Przed przedawnieniem sprawy analitycy kryminalni z Gdańska ponownie pochylili się nad aktami. (…) Dzięki powrotowi do sprawy i wykorzystaniu nowoczesnych metod analitycznych sprawca został trafnie wytypowany.

W latach 90. nie były dostępne obecnie powszechnie wykorzystywane zdobycze techniki i informatyki wspierającej proces wykrywczy. Upływ czasu od przestępstwa nie zawsze zaciera ślady, a tym samym nie musi skutkować bezkarnością sprawcy. Przestępca zawsze pozostawia ślad, którego zakres wykorzystania może znacząco zwiększyć rozwój technologiczny postępujący wraz upływem czasu. W przypadku zabójstwa kodeks karny przewiduje 30-letni okres przedawnienia, który ulega wydłużeniu o kolejne 10 lat w śledztwach, w których wydano postanowienie o postawieniu zarzutów. Sprawa podejrzanego Tadeusza W. nie jest zatem zagrożona jego upływem.”

ŹRÓDŁO: trójmiasto.wyborcza.pl

Cytat

Bomber przegrywa z analitykiem

bomber„22-letni student III roku wydziału chemii Politechniki Wrocławskiej, z nieznanych jeszcze motywów skonstruował urządzenie wybuchowe. Podłożył je w autobusie miejskim. Uruchomił zegar w momencie, kiedy do pojazdu wsiadło dużo pasażerów i sam natychmiast opuścił autobus” – tak zaczęła się historia wrocławskiego „bombera”, który wiosną ubiegłego roku sterroryzował całe miasto i postawił na nogi służby mundurowe. Tajemniczy sprawca wydawał się nieuchwytny – „Był ucharakteryzowany, na głowie miał kaptur, a pod nim prawdopodobnie perukę. Na oczach ciemne okulary. Nie do rozpoznania. Policja stanęła przed niesłychanie ciężkim zadaniem, bo musiała namierzyć anonima, postać bez twarzy i cech szczególnych”.

Mimo to udało się zidentyfikować jego tożsamość i zatrzymać. Jak?!

„Komendant Główny Policji insp. Jarosław Szymczyk podziękował za świetnie wykonaną robotę wielu policjantom, ale szczególnie ciepło wypowiedział się o analitykach. To właśnie specjaliści od analizy kryminalnej po zbadaniu tysięcy informacji, zapisów z kamer, logowań telefonów i wejść na specyficzne internetowe strony wytypowali krąg podejrzanych z Pawłem R. na czele. To był strzał w dziesiątkę.”

Gratulujemy i dziękujemy!

ŹRÓDŁO: Polityka.pl

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Fakt24.pl

Cytat

Rozbój na niby

„W grudniu [2015 r.] policjanci przyjęli zgłoszenie o brutalnym rozboju. Sprzedawczyni sklepu na terenie powiatu miała zostać zaatakowana przez dwóch sprawców, którzy grozili jej nożem i zmusili do wydania ponad 2 tyś. zł. Policjanci dla wyjaśnienia okoliczności zdarzenia i ustalenia sprawców przestępstwa skorzystali z m.in. z umiejętności analityka kryminalnego. Jego opinia była jednoznaczna. Do rozboju w ogóle nie doszło. (…)

Skrupulatna weryfikacja informacji przekazanych przez pokrzywdzoną wskazywała na to, że zeznania kobiety nie są wiarygodne. Analityk kryminalny uwzględniając informacje pochodzące od pokrzywdzonej, jej opis zdarzenia, samych sprawców, a także inne tropy – np. dane teleinformatyczne wydał opinię mówiącą wprost o tym, że do żadnego rozboju nie doszło, a był on po prostu wymyślony przez zgłaszającą przestępstwo. (…)

Jak mówią o swojej pracy analitycy kryminalni, to jak sięganie po nową, zupełnie nieznaną, intrygującą lekturę. Każda kartka, to coś nowego, zaskakującego. Odkrywanie, weryfikowanie faktów, łączenie ich w logiczny ciąg, albo wyłuskiwanie perełek z natłoku informacji. (…)

Należy podkreślić, że jedną z cech dzisiejszego „społeczeństwa informacyjnego” jest powszechny dostęp do informacji związany z dynamicznym rozwojem technologii informacyjnych oraz wszechobecna obecność Internetu w naszym życiu.

W obecnej pracy analitycznej standardem jest korzystanie przez analityka ze wszystkich dostępnych źródeł informacji, a nie tylko ze źródeł wskazanych wprost w zleceniu czy wynikających ze zgromadzonego w sprawie materiału. Co więcej, w gąszczu zalewających nas (i analityka) informacji niezwykle istotne jest, aby analityk był człowiekiem kreatywnym, poszukującym nieszablonowych pomysłów i rozwiązań sytuacji, wydawałoby się, nie do rozwiązania. Tym bardziej, że nie możemy mówić o opracowanej i zbadanej „obiektywnej metodyce” prowadzenia analizy kryminalnej. Najważniejszym elementem w niej jest człowiek – analityk kryminalny. A musi to być człowiek po prostu mądry – ponieważ, z jednej strony, musi być specjalistą w określonej dziedzinie (stąd wymóg posiadania odpowiedniego doświadczenia zawodowego przez policjantów – kandydatów na analityków kryminalnych), z drugiej strony, jest właśnie analitykiem, więc powinien potrafić powiązać dane, zinterpretować je, zdecydować, które z nich są dla danej sprawy istotne, a które można pominąć.”

ŹRÓDŁO: Policja.pl

Cytat

Oszustwa „One Penny”

oszustwa„W ostatnich 10 latach w różnych miejscowościach na terenie całego kraju, działała zorganizowana grupa przestępcza, której celem było popełnianie oszustwa metodą „One Penny”.(…) Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Sieradzu obejmuje aktualnie 55 przestępstw oszustw, w połączonych 52 postępowaniach przygotowawczych Prokuratur i jednostki Policji z terenu całego kraju. Łączna wartość szkody wynosi 1 565 300 złotych i łącznie 15 400 Euro i Funtów brytyjskich. (…)

Wykonana przez analityka Prokuratury analiza kryminalna pozwoliła na wytypowanie czynów, które mogły zostać popełnione przez te same osoby oraz ustalenie wzajemnych powiązań pomiędzy sprawcami.”

ŹRÓDŁO: Prokuratura Okręgowa w Sieradzu

Zwykły wpis

Ni rzemiosło, ni profesja. Część II

Artykuł ten jest kontynuacją poprzedniego wpisu pt. „Ni rzemiosło, ni profesja. Część I”.

Analitycy rzadko kiedy prowadzą akademickie dyskusje, gdyż sami siebie postrzegają jako praktyków, ludzi czynu. „Co za różnica – rzemiosło czy profesja” – powie część z nich – „Pracujemy zwykle w zhierarchizowanych strukturach służb czy cywilnych organów ścigania i wykrywania przestępczości. Wykonujemy polecenia i nie nasz to interes za kogo nas uważają”. A jednak różnica, pomiędzy postrzeganiem analityków danych za profesjonalistów czy rzemieślników, niesie wiele znaczących implikacji związanych z zarządzaniem personelem analitycznym. Zobaczmy.

Jak pisaliśmy wcześniej, rzemieślnicy nabywają wiedzy i doświadczenia przeważnie poprzez czynne praktykowanie zawodu. Z kolei profesjonaliści korzystają z dobrodziejstwa instytucji naukowych, systemowych praktyk zawodowych czy programów certyfikujących. Analityk danych z organów ścigania, stojący niejako „w rozkroku” pomiędzy jednymi a drugimi, jest zwykle – owszem – certyfikowany. Raz, na początku swojej kariery, kiedy to właściwie jeszcze nic nie umie. I ze świecą szukać takiego, który zadowolony jest z dalszego systemu szkolenia. Prawda jest taka, że mocodawcy analityków nie tylko nie wiedzą jak ich szkolić, ale czasem wręcz uważają, że nie ma takiej potrzeby. Bo przecież rzemieślnik nauczy się wszystkiego sam.

Podobnie rzecz ma się z kontrolą jakości. Zauważmy, że jakość czy też skuteczność analityka mierzona jest, jak to u rzemieślników, zasięgiem tzw. marketingu szeptanego. Niektórzy zlecający zwyczajnie wiedzą, że z danym analitykiem współpracuje się lepiej niż z innymi. Taki analityk polecany jest kolegom. Kompetentny analityk jest uważany za kompetentnego nie dlatego, że są na to dowody, lecz dlatego, że uważa się go za kompetentnego. Czy dobra opinia rzeczywiście przekłada się na „profesjonalizm” analityka? Naszym zdaniem nie. Pamiętajmy bowiem, że większość klientów niekoniecznie zainteresowana jest tym, jak analityk to robi, byleby to zrobił. Jeśli zleceniodawca jest zadowolony z pracy analityka, pomimo iż zleca mu wyłącznie proste, podstawowe i nie wymagające szczególnej wiedzy czy doświadczenia czynności, to wcale nie oznacza że analityk jest fachowcem. A jedynie to, że dobrze wykonuje proste czynności. Co by się stało, gdyby nagle musiał zmierzyć się z trudnymi? Czy utrzymałby wtedy swoją dobrą opinię?

Właśnie dlatego profesje wynalazły wielopoziomowe metody sprawdzania kompetencji grupy zawodowej, na różnych stopniach zaawansowania. Czy będą to kolejne certyfikaty, egzaminy czy pakiet koniecznych szkoleń bądź specjalizacji – samo ich posiadanie bądź udział, potwierdzony odpowiednią metodą sprawdzenia czego też zawodowiec zdołał się nauczyć, pozwala w pewnym stopniu powiedzieć: „Tak, ten człowiek ma odpowiednie przygotowanie do wykonywania takiej a nie innej pracy”. Dopiero to PLUS ów wyniesiony z rzemiosła marketing szeptany („Ten lekarz/prawnik jest lepszy niż tamten, bo…”), umożliwia w miarę racjonalną ocenę jednostkową. Dlatego też dopóki analiza danych nie dorobi się ram i kryteriów charakterystycznych dla kontroli jakości profesji, nie ma co liczyć na przemyślane i systemowe szkolenia, specjalizacje, ścieżkę rozwoju zawodowego oraz na to, że analityk o którym słyszeliśmy, że „dobry”, rzeczywiście dobry jest. Póki co nie możemy mieć co do tego żadnej pewności.

Znaczące różnice zauważymy też w sposobie długotrwałego akumulowania i dziedziczenia wiedzy analitycznej. Profesje mają to do siebie, że gromadzą wiedzę teoretyczną i praktyczną o zagadnieniu z różnych czasów. Zestawiają ją ze sobą, starając się wyłowić najlepsze i najbardziej skuteczne metody. Uczą swoich adeptów także tych technik, które uważane są za nieskuteczne po to, aby wiedzieli oni w przyszłości czego mają unikać. W końcu – przechowują tę wiedzę z pełną świadomością, że w przyszłości pojawią się nowicjusze, którzy też będą musieli z niej skorzystać.

Dla rzemieślników, wiedza historyczna nie ma przełomowego znaczenia. Liczą się umiejętności jednostkowe konkretnego praktyka, gdyż to na ich bazie powstaje dany produkt. Jak we wspomnianych w poprzedniej części średniowiecznych gildiach rzemieślniczych, z mentora na ucznia przekazywany jest tylko ogólny mechanizm działania a inicjatywa jakościowa leży w całości po stronie adepta.

Konsekwencje rzemieślniczego stosunku do wiedzy systemowej w analizie danych są, wbrew pozorom, katastrofalne dla tej dziedziny. Nikt właściwie nie wie, co przyszły analityk powinien umieć. Jakie zdolności są mu bardziej potrzebne a jakie miej. Z resztą odpowiedzcie sobie sami – czy ktoś kiedyś prosił was, abyście opisali swoje metody pracy? A wystarczyłoby, żeby – tak jak w przypadku profesji – nakłonić bądź przymusić analityków do podzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem na piśmie i dystrybuować tę wiedzę zarówno pośród nowicjuszy jak i starych wyjadaczy. Tymczasem analitycy danych każdego dnia wyważają otwarte dni, starając się opracować metody, które już dawno opracował ktoś inny, tylko nikt nie zadbał o to, aby mógł się tą wiedzą skutecznie i możliwie jak najszerzej podzielić.

* * *

Analitycy danych mają bardzo wiele do zaoferowania osobom podejmującym decyzje, ale niemożliwość odniesienia ich pracy do jakichkolwiek istniejących profesjonalnych standardów, blokuje ich usługi przed skonsumowaniem. Porażka w profesjonalizowaniu się analiz prowadzi do serii fatalnych w skutkach konsekwencji:

  • zarówno kompetencje jak i obowiązki służbowe poszczególnych analityków radykalnie się od siebie różnią,
  • rola analizy danych w podejmowaniu kluczowych decyzji jest marginalizowana, pomimo iż potencjał tej dziedziny wskazuje na wiele więcej,
  • osoby podejmujące decyzje na podstawie wyników pracy analityków danych nie ufają wnioskom zawartym w wywodzie analitycznym, gdyż nie ma oficjalnych standardów na podstawie którym mogliby ocenić ich prawidłowość. Analiza jest wciąż wynikiem indywidualnych, rzemieślniczych umiejętności analityka a nie ujętą systemowo dziedziną pracy, której celem jest dostarczenie wyjątkowych informacji,
  • osoby decyzyjne nie są pewne czy analityk funkcjonuje w ramach jakichkolwiek stabilnych norm etycznych, co przekłada się w praktyce choćby na ograniczanie dostępu analityka do kluczowych informacji,
  • każda instytucja używa swoich własnych standardów związanych z rekrutacją i rozwojem zawodowym analityków. Różnice w tych standardach, pomiędzy każdym właściwie organem w strukturach którego pracują analitycy danych, są tak wielkie, że „na rynku” istnieje kilkadziesiąt różnych definicji podstawowych analityka, które nijak do siebie nie przystają,
  • stąd i ogromne różnice pomiędzy samymi analitykami: niektórzy koncentrują się na przetwarzaniu informacji i poszukiwaniu wzorców w małych, nie niosących dużych konsekwencji, zagadnieniach; podczas gdy inni analitycy uczestniczą w zaawansowanych pracach koncepcyjnych osób decyzyjnych, dotyczących długofalowych skutków zdarzeń poddawanych analizie,
  • sytuacja analityka w każdej instytucji jest niestabilna. Brak silnie wyodrębnionego systemu pracy, założeń wyjściowych czy możliwości kumulowania wiedzy, sprawia, że przy dowolnej zmianie personalnej czy strukturalnej w instytucji, zmieniać się będzie także sytuacja analityka danych. Każdy, bardziej bądź mniej kompetentny, manager będzie zarządzał zespołem analitycznym inaczej i po swojemu, bo nie istnieje odgórnie narzucony standard, który mógłby być wskazówką jak to zrobić.

Nikt systemowo nie czuje się odpowiedzialny za analizę danych, tak jak nikt nie czuje się systemowo odpowiedzialny za stolarzy czy cukierników. A jednak – o ile nieprawidłowo wypieczone ciasto może stać się przyczyną bólu brzucha, a stół o jednej krótszej nóżce będzie się kołysał – praca analityków może być podstawą do podejmowania krytycznych decyzji, jak na przykład tej o reakcji na rzekomą iracką broń masowego rażenia. Jeżeli więc dziś, przy udziale praktyków zawodu nie rozpoczniemy poważnych akademickich dyskusji o stopniowym profesjonalizowaniu zawodu analityka, jeśli nie opracujemy standardów rekrutacji, jednolitego systemu szkoleń i programu rozwoju zawodowego, kodu etyki czy systemu kontroli i rozliczania analiz i jeżeli nie zastosujemy ich odgórnie we wszystkich instytucjach i organach ścigania, nie mamy żadnych szans na czerpanie długofalowych profitów z tej nowoczesnej i skutecznej metody pracy.

Prawda jest taka, że już dziś w polskich środowiskach analitycznych podnoszą się głosy o całkowitym skorodowaniu idei, która przyświecała niegdyś implementacji analiz na polu walki z przestępczością. Bo żadna dziedzina, nie potraktowana wystarczająco poważnie, zawieszona w próżni pół-rzemiosła i pół-profesji bez wsparcia autorytetów i rozsądnych decydentów, nie przetrwa wyłącznie siłą rozpędu, wytrącanego latami przez brak jakichkolwiek standardów i nieposiadających wystarczających kompetencji zarządców, którzy mogliby je ustanowić. I jeśli to się nie zmieni niedługo obudzimy się z ręką w nocniku i przyznamy, że przez zaniechanie i zaniedbanie właściwie nic już z analiz nie zostało.

ŹRÓDŁO: Psychology of Intelligence Analysis, Intelligence Analysis: Turning a Craft into a Profession, Daczego Amerykanie nie znaleźli w Iraku broni masowego rażenia

Zwykły wpis

Ni rzemiosło, ni profesja. Część I

profesjaDick Heuer to spec od analizy i były oficer CIA, który w służbie spędził 45 lat. W 1999 roku Center for the Study of Intelligence opublikowało jedną z jego książek, która dziś wyznacza kurs dla wielu praktykujących analityków. W „Psychology of Intelligence Analysis”, bo taki nosi tytuł, Heuer sugeruje, aby uprościć nieco sposób, w jaki o analizie mówimy tym, którzy nie mają o niej pojęcia. „Możemy opowiedzieć o analizie poprzez analogię do diagnostyki medycznej” – podpowiada. I ma rację. Praca analityczna wymaga podobnej kombinacji wiedzy specjalistycznej i doświadczenia praktycznego. W obu branżach mamy do czynienia ze studium przypadku, w którym podstawowe narzędzia pracy to obserwacja, hipoteza, eksperyment czy konkluzja. I tu i tu zachodzi proces zestawiania ze sobą informacji o symptomach, w celu zrozumienia całego zjawiska. Rezultaty diagnozy medycznej czy analizy, mogą być podstawą decyzji o wielkiej wadze: w jednym przypadku chodzi o zdrowie czy życie; w drugiej o dobrobyt czy bezpieczeństwo publiczne. Obie dziedziny korzystają ze wsparcia narzędzi: technologii i oprogramowania, ale w żadnej z nich środki te – pozbawione czynnika ludzkiego, to jest lekarza czy analityka – same sobie nie poradzą. Do osiągnięcia maksymalnej skuteczności, obie potrzebują krytycznego myślenia, chłodnego spojrzenia z zewnątrz i sporej dozy doświadczenia zawodowego. Trafna analogia!

Medycyna jest dziedziną empiryczną, która wymaga zarówno specjalistycznego naukowego przygotowania, biegłości manualnej jak i wiedzy praktycznej, nabywanej na różnego rodzaju stażach zawodowych. Znaczną część wiedzy medycznej można zdobyć tylko samodzielnie, bądź uzyskać wyłącznie z mentora na ucznia. To właśnie wieloaspektowość źródeł wiedzy sprawia, że czasem nazywa się ją nawet „sztuką” lekarską, co znalazło swoje odbicie w żargonie prawniczym i słynnych „błędach w sztuce lekarskiej”, pomimo iż nie ma ona nic wspólnego z zastępem tańczących antycznych muz. Wszystko to dlatego, że medycyna posiada zarówno cechy rzemiosła – to jest zestawu rozwiniętych, opartych na używaniu narzędzi, biegłości manualnych; jak i cechy charakterystyczne dla profesji – z wiedzą specjalistyczną, misją i doświadczeniem zawodowym na czele.

Mimo tego nikt chyba nie ma wątpliwości, co do tego, że medycyna to pełnowymiarowa profesja. Dlaczego zatem takie obiekcje pojawiają się przy, tak podobnej pod wieloma względami, analizie danych? Pomyślmy.

W dzisiejszych czasach, kiedy wiele zawodów opiera się na różnego rodzaju wiedzy specjalistycznej lub przygotowaniu akademickim, odróżnienie rzemiosła od profesji umożliwia częściej obserwacja, czy dana dziedzina została w jakikolwiek sposób usankcjonowana na poziomie formalnym. Niektóre branże, jak prawo czy medycyna właśnie, wypracowały sobie pewne praktyki, których ze świecą szukać w innych zawodach. Będą to, na przykład: określone minimum wykształcenia kierunkowego, spójny proces rekrutacji oparty na jednolitych testach zawodowych czy wyrazista ścieżka kariery. I inne, mniej oczywiste zjawiska, jak choćby istnienie specjalistycznej literatury i prasy, pozwalającej na długotrwałą kumulację informacji o dobrych i złych praktykach; zestawu kompetencji, które musi spełniać każdy przedstawiciel profesji; kodu etycznego, stowarzyszeń zawodowych czy systemów certyfikacji.

Analiza danych, czy to w wymiarze strategicznym czy kryminalnym, od chwili narodzin uprawiana była jak rzemiosło, pomimo iż zawsze wymagała nieco wiedzy specjalnej, charakterystycznej raczej dla profesji. Ma to swoje uwarunkowania historyczne: analityków zawsze było niewielu, a ich rozwój dokonywał się jakby ad hoc, przy okazji wykonywania różnorakich zadań a nie w wyniku zaplanowanej ścieżki zawodowej. Dopiero w okresie Zimnej Wojny, analiza danych nabrała nieco cech profesji. To wtedy opublikowano pierwsze opracowania naukowe, Sherman Kent, uważany za ojca analizy w wywiadzie, zdefiniował podstawowy i aktualny do dzisiaj kodeks pracy analityka, w różnych instytucjach zachodnich wyodrębniono osobne zespoły do zadań analitycznych i powstały pierwsze ośrodki szkolenia. Pod koniec tego okresu na świat przyszły pierwsze stowarzyszenia, z których część nawet o zasięgu międzynarodowym.

Analiza danych zaczęła się profesjonalizować, ale udało się tylko do połowy. Przypominała bardziej średniowieczne gildie rzemieślnicze, w których wiedza wprawdzie skapywała z mentorów na uczniów, ale zabrakło w niej systemowych rozwiązań, które popchnęłyby pracujących w izolacji analityków na głębokie wody. Nie była już tylko rzemiosłem, ale jeszcze nie stała się autonomiczną profesją. Bez doktryny i obudowy teoretycznej, bez autonomii, standardów, systemu kontroli jakości. Bez katalogu wiedzy i siły przebicia, pozwalającej na przenoszenie się wirusa dobrych praktyk z jednej instytucji na drugą i dalej – na całą pracę analityczną.

I tak też zostało do dziś… Cdn.

Na część II artykułu „Ni rzemiosło, ni profesja”, o podtytule „Konkluzje i rekomendacje”, zapraszamy już w przyszły poniedziałek.

ŹRÓDŁO: Psychology of Intelligence Analysis, Intelligence Analysis: Turning a Craft into a Profession

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Lekcja anatomii doktora Tulpa@Wikipedia

Zwykły wpis

Analiza na sztukę czy sztuka analityczna?

sztuka analitycznaCzy ilość wykonanych analiz, zdaniem wielu instytucji jedyne policzalne kryterium pozwalające na kontrolę struktur analitycznych, może być miarą skuteczności analityków kryminalnych? Oczywiście, że tak, bo jak inaczej ocenić pracę analityczną, skoro marnotrawieniem sił i czasu byłoby dublowanie czynności analitycznych w celu sprawdzenia wynikających z nich wniosków końcowych. A jednak – liczenie analiz, oprócz tego, że umożliwia pochwalenie się osiągnięciami, pozwala na coś jeszcze. Na przewrotną diagnozę stanu analizy kryminalnej w danej instytucji. Bo jeśli liczymy analitykowi ilość wykonanych analiz i jeszcze cieszymy się z tego, że słupki rosną, może to niestety oznaczać, że w naszej instytucji pod tym względem nie dzieje się najlepiej. Dlaczego?

A dlatego, że ilość zleceń wykonanych przez nabierającego doświadczenia analityka, pracującego w rozwijającej się i ewoluującej w dobrym kierunku instytucji, powinna stopniowo maleć.

Krótkie, doraźne analizy kryminalne, których podstawą jest materiał zaledwie z jednego czy dwóch źródeł to domena początkujących analityków. Dzięki nim analitycy poznają i oswajają się z różnymi rodzajami danych i opracowują swoje własne metody pracy. Takie analizy obliczone są na szybki i krótkotrwały efekt. Zapewniają różnorodność, zapobiegają przytłoczeniu zbyt dużą ilością informacji i pozwalają poznać środowisko zleceniodawców, co jest kluczową sprawą na późniejszych etapach kariery. I odwrotnie – zleceniodawcy badają w ten sposób przydatność, zaangażowanie analityka i oceniają, czy warto wejść z nim w długotrwałą współpracę przy trudniejszych zagadnieniach. Tak właśnie początkujący analityk zdobywa stałych klientów, oswaja się z systemem pracy analitycznej, poznaje procedury i opracowuje swoje własne rozwiązania sytuacji nieskodyfikowanych przez instytucję.

Ale to przecież dopiero początek, który służy zdobyciu doświadczenia, obycia i pewności siebie i który skutkować powinien stopniowym napływem trudniejszych zleceń. Analiz „na poważnie”, zgodnych z założeniami tej metody śledczej, rozbudowanych i opartych o dziesiątki źródeł danych. Wykonywanych tygodniami, miesiącami a nawet latami. Wymagających dużego wysiłku intelektualnego, umiejętnego wykorzystania specjalistycznych narzędzi i wachlarza technik, poznanych punktowo w pierwszych latach pracy, i które nawet najtrudniejsze, najbardziej rozległe zagadnienia są w stanie poskładać w jedną spójną całość.

Nie po to analizę „wynaleziono”, aby zapewnić incydentalną obsługę drobnych, nierozwojowych wyzwań, na które po prostu nie mają czasu inne segmenty instytucji. Im więcej doraźnych i mało skomplikowanych analiz wykonywanych jest przez doświadczonych analityków, tym mniej tych trudnych, wielowątkowych i rozbudowanych. I tym dalej od podstawowych założeń sztuki analitycznej i długofalowych profitów, jakie sztuka analityczna przynosi. Profitów dla instytucji a nie dla analityka, który jest jedynie narzędziem w machnie obliczonej na systemowe zwalczanie zagrożeń o największej wadze dla społeczeństwa.

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Mark Lombardi

Cytat

Cyfra nie kłamie. O analizie bilingów telefonicznych

„Mam taką dewizę – ‚Cyfra nie kłamie’. Nie przekupi się jej, nie zastraszy, nie jest interesowna, nie zasłoni się brakiem pamięci czy chorobą psychiczną. Trzeba ją tylko chcieć zrozumieć.”

bilingów– mówi anonimowy emerytowany policjant, który udzielił Dziennikowi Internautów wywiadu o analizie danych telekomunikacyjnych –Zarówno prokuratorzy, jak i sędziowie traktują materiały oparte na danych pochodzących od operatorów jedynie, jako poszlaki (przynajmniej ja nie znam, nie słyszałem o sprawach, które generalnie opierają się tylko o analizy danych telekomunikacyjnych). Najchętniej widzą materiał dowodowy w postaci zeznań świadków, dokumentów, wyników ekspertyz biologicznych, mechanoskopijnych, balistycznych itp. – to co znają od lat i rozumieją.

Ponadto sytuacja taka wynika ze stanowiska operatorów, które prezentowali przed sądami oraz w oficjalnej korespondencji, kierowanej do uprawnionych jednostek Policji . Podkreślają iż nie przypisują sobie prawa do oceny dowodów, która należy do sądów, a jedynie oceniają na sali sądowej techniczną wartość informacji. Akcentują to w opinii, że na obecnym etapie rozwoju techniki telekomunikacyjnej dane lokalizacyjne są w wysokim stopniu niewiarygodne.

Są prokuratorzy potrafiący skorzystać z materiałów uzyskanych od operatorów telekomunikacyjnych, lecz jest to niewielka grupa. Kilka lat temu tłumaczyłem sędziemu, że karta pre-paid nie zapewnia anonimowości, że mimo iż nie jest zarejestrowana można ustalić jej użytkownika – był lekko zaskoczony. W innej sprawie tłumaczyłem zawiłości związane z logowaniami telefonów komórkowych, konstrukcją anten kierunkowych i kilkoma innymi aspektami technicznymi. Po godzinie moich wyjaśnień wszyscy na sali rozumieli o co chodzi, ławnicy ironicznie się uśmiechali, a sędzia nie rozumiał. Skrajnym przypadkiem takich zachowań było działanie prokuratora, który co prawda skorzystał z ustaleń dokonanych w oparciu o analizy bilingów wykonane przez policję tj. skład grupy przestępczej, role członków w grupie, ustalenie świadków, jednak doszedł do wniosku, że wystarczą mu wyjaśnienia podejrzanych. Nie zamówił potrzebnych bilingów u operatora ani nie wystąpił do policji o udostępnienie materiałów pozyskanych na podstawie art. 20c Ustawy o Policji (do sprawy zamawiano ogromną ilość danych).

Bywało często, że odpowiedź od operatora zawierała np. kilka bilingów w jednym pliku, a po analizie okazywało się, że nie wszystkie były przydatne w sprawie. Dlatego konieczne było ponowne zamówienie danych ale już tylko tych wyselekcjonowanych). W efekcie prokurator zamieścił w sprawie analizę bez materiału źródłowego, a oskarżeni wycofali się ze złożonych wcześniej wyjaśnień. Na sali sądowej spędziłem wówczas 7 godzin. Gdy okazało się, że nie ma materiału źródłowego obrońcy oskarżonych wyczuli okazję. Chcieli powołać niezależnych biegłych, którzy zweryfikowaliby moją analizę. Zarówno sędzia jak i obrońcy byli zaskoczeni, że jest to nie możliwe, bo policja zgodnie z przepisami zniszczyła materiały od operatorów telefonii komórkowych sprawa trafiła do sądu po trzech latach czyli przekroczono ówczesny 24 miesięczny okres retencji danych telekomunikacyjnych. W ten sposób prokurator pozwolił obronie na wystąpienie do sądu o odrzucenie materiału zawartego w analizie. Na szczęście to co zrobiłem pozwoliło uzyskać inne dowody a i prowadzący sędzia był mądry. Zapadły wyroki skazujące.

Tak więc dane telekomunikacyjne są doskonałym narzędziem, w działaniach operacyjnych Policji. Zgromadzona w oparciu o analizy wiedza pozwala znaleźć inne źródła dowodowe powszechnie akceptowane przez prokuratury i sądy. Do tego zwykle się dąży, aby nie utracić efektów pracy. Niestety bywa, że efekty wielu godzin pracy policjantów idą do kosza. Po prostu w każdej sprawie przychodzi taki moment, że aby ją zakończyć potrzeba prokuratorskiej decyzji. Zwykle jest to nakaz zatrzymania, przeszukania niekiedy powołanie biegłego. – Ale ja tu nie widzę podstaw. To zbyt mało. Na podstawie czego pan tak sądzi. Tak to wygląda w realu. (…)

Policjantom nie zawsze chce się uczyć. Mogą mieć nawet problem z otworzeniem pliku *.csv albo *.ack. Niekiedy mówiłem „chodź na chwilę ja ci pokaże jak to zrobić, to proste”. Odpowiedź: nieee, może innym razem, ty zrobisz to szybciej.

No dobrze ale ktoś mógłby powiedzieć przecież są wydziały zajmujące się analizą zatrudniające analityków oni to zrobią. Tak! Oczywiście! Ale materiał do analizy musi zgromadzić policjant prowadzący sprawę. Tu zaczynają się „schody”. Policjanci generalnie nie lubią pisać, a zlecenie zadania dla analityków to duuużo pisania.(…)

Komendant decyduje o włączeniu analityka do grupy pracującej nad nową sprawą lub akceptuje wniosek o wsparcie analityczne od naczelnika wydziału prowadzącego sprawę operacyjną lub procesową. Zwykle w przypadku sprawy procesowej analityk porządkuje materiały związane z ustaleniami telekomunikacyjnymi zgromadzone w toku prowadzonego postępowania i opisuje to z zachowaniem właściwej terminologii. Przed sądem występuje w charakterze biegłego. W przypadku sprawy operacyjnej analityk pomaga znaleźć potrzebne informacje zawarte w danych telekomunikacyjnych. Policjant prowadzący sprawę opracowuje wniosek o wsparcie analityka, przekazuje wszystkie niezbędne dane/okoliczności sprawy i materiały uzyskane od operatorów. Podaje też jakich informacji poszukuje. Bywa, że gdy do spełnienia celu analizy niezbędne są dodatkowe dane (np. dane abonentów) analityk we własnym zakresie pozyskuje takie dane od operatorów.

Po prostu jeden nie wie jak i o co pytać, a drugi zachowuje się, jak urzędas zamiast pomóc „klientowi” odsyła go z kwitkiem. Wiem, że założenia dotyczące pracy analityków były piękne ale tylko w teorii. Niestety ale patologia statystyki tam też się objawiła mając zły wpływ na efektywność pracy analityków. Nie wiem, jak to wygląda na dzień dzisiejszy, ale nie przypuszczam, aby dużo zmieniło się na lepsze.”

ŹRÓDŁO: Inwigilacja i billingi. Jak to jest od strony policjanta?

ŹRÓDŁO OBRAZKA: Acsys